Brak sił na codzienne zajęcia/treningi (długie)


  • Participant
    Wiglus dnia #19121

    Witam,
    Trochę sucho o sobie: 189cm/81kg przy 37 latach. Praca na poły siedząco-chodząca, nerwowa i stresująca.
    W styczniu 2015, przy wadze 120kg postanowiłem coś ze sobą zrobić. Wywaliłem cukier, słodycze, tłuszcze z patelni i na ziemniakach. Ograniczyłem ilość jedzenie, poprawiłem regularność, dodałem owoców. W lutym zacząłem biegać. 2-3 razy tygodniowo. Waga ruszyła w dół bardzo mocno. W lipcu’15 było 89kg, po koniec 2015 koło 82kg.
    Oczywiście sposób żywienia również się zmieniał. Wychodziłem z białej mąki, makaronów, ziemniaków, ryżu. Drugie śniadania to kalarepa, surowa papryka itp. Rano szło musli własnej roboty (składniki niedosładzane cukrem), obiady to sałatki z tuńczykiem, czy kurczakiem. Tak ciągnąłem do końca 2015. Waga była fajna, sylweta już nie. Typowy skinnyfat. Brak mięśni, warstewka tłuszczyku pod skórą. Fałdki na brzuchu. Generalnie bieda.
    Czyli coś trzeba było zrobić i padło na ćwiczenia fizyczne typu obwodowe – FBW. Oznaczało to dla mnie, że do 3 dni biegania doszły 3 dni ćwiczeń – takie po 45-55minut. No i się zaczęło  Nie ma co, po jakimś czasie zaczęły się pojawiać mięśnie, tłuszczyk zaczął ginąć. Kilka takich miesięcy, waga bez zmian, mięśni też przestało przybywać, więc postanowiłem coś zmienić.
    1. Padło na dodanie kosztem FBW/biegania jednego ciężkiego treningu interwałowego (takiego 25min HIIT) – a i nieraz było on i siódmym treningiem w tygodniu. Generalnie sporo ruchu, bo bieganie przestało być bieganiem, a zaczęło być treningiem biegowym (np. 1-2 razy w tygodniu 40-60min biegi w zakresie 85-90Hrmax, czy też 2,5 godzinne wybiegania po 25km+ i 75HRmax).
    2. Dieta. Z racji internetowego rozeznania postanowiłem ograniczyć węglowodany w okresach nie treningowych. W moim przypadku trenuje wyłącznie wieczorem, więc śniadania zacząłem jeść typowe dla diety LCHF – same jajecznice na boczku/kiełbasie, maśle klar. Itp. Drugie śniadanie to nadal kalarepa, jakieś jabłko inny owoc itp. Obiad to kawał mięsa (po jakieś 150-200g kurczaka, lub stek wołowy, polędwica wieprzowa – wszystko smażone krótko na maśle) do tego warzywa na parze – tak 0,5-07kg. Zazwyczaj czymś tam dojem zawsze – jakiś owoc itp. Po treningu siłowym zdarza mi się sieknąć działkę izolatu białka, zjem jakiegoś tuńczyka, komosę z cynamonem itp. Generalnie kolacji za bardzo jeść mi się nie chce. Z piwka nie rezygnuje (2-3 tygodniowo), czekolada 90% też pada łupem (tabliczka na tydzień). Ograniczyłem mocno nabiały i praktycznie zrezygnowałem ze zbóż.
    Mięśnie trochę ruszyły, tłuszcz się dopala, żyły wychodzą, wzdęcia się skończyły. Ale… ale powstały nowe problemy. Zdecydowanie brakuje mi energii. Ciężko mi się zebrać do treningu, jestem częściej rozdrażniony, znudzony. Wyniki treningów są gorsze. Generalnie jestem bez sił, przemęczony, zniechęcony. Budzę się w nocy, niby jestem śpiący, ale zasnąć nie mogę. Przy dniu „słabości” np. 400g domowego ciasta drożdżowego, czy po dwóch porterach, ewidentnie czuję przypływ energii. Wniosek zatem jeden: mam za mało węglowodanów w diecie.
    O co proszę? Z „muskulaturą” jest już mniej więcej OK. Nie chce wyglądać na „karka”. Nie chce zbytnio zwiększać obwodów. Od po prostu wole mniejsze, ale suche. Waga tez chyba ok. Waha się od 79-83kg. Tłuszczu mam ewidentnie mniej.
    Intensywności treningowej zmieniać nie chce. Trening codziennie być musi 

    Pytanie zatem co i kiedy jeść, żeby mieć siłę i ochotę (nie tylko na trening ; )).

    Z ciekawości zacząłem zliczać kalorie i wg myfitnesspal wychodzi, że pochłaniam około 2000 dziennie (W:180g, B:110, T:85). Do tego na treningi dziennie średnio schodzi około 500-600kcla (ale przy HIIT czuć, że to dużo więcej). Nie ukrywam, że boję się zwiększać W, żeby nie złapać fałdek.
    Czy mógłby ktoś mnie naprowadzić, dać ogólne wytyczne?
    Pozdrawiam,
    Krzysiek

    • This topic was modified 1 year, 2 months ago by  Wiglus.
Viewing 1 post (of 1 total)

You must be logged in to reply to this topic.

Loading...