Dieta dla osób z chorymi nerkami

  • Anonymous dnia #10880

    Dzień dobry drodzy dietetycy. Ostatnimi czasy zdałem sobie sprawę, że zawód dietetyka jest w dużej części złożony z osób tępych i głupich jak but. Bez tabelek z kaloriami wiszącymi dookoła biurka byliby tak samo mądrzy jak klient, który do nich przychodzi. W moim mniemaniu dietetyk jest lekarzem, i to bardzo ważnym, o ile nie najważniejszym. Dieta jaką kierujemy się w naszym życiu, w dużym procencie definiuje stan naszych narządów u schyłku naszego żywota. W związku z tym, jak można być aż tak niewyedukowanym człowiekiem jak dietetyk? Mój tato, nomen omen osoba lekko przy kości był już u kilkunastu dietetyków z prostym pytaniem – co jeść przy chorych nerkach? Ciekawe jest to, że takie informacje dostępne są wszem i wobec w internecie i książkach – a on jako osoba, która umie czytać, sam sobie taką dietę ułożył, aby opóźnić dializę. Ale dlaczego takich rzeczy nie wiedzą dietetycy? Kim wy jesteście, żeby za każdym razem, i powtarzam, za każdym razem, proponować dietę odchudzającą, a na pytania o nerki patrzycie się w tabelki, sufit, biurko i komputer. Zawód ludzi niedokształconych – niestety, taką opinię mam o Was. Niestety, będąc w stanie pogardy dla tego zawodu, ma iskierkę nadziei, że jest w tym kraju grupa ludzi, którzy przejmują się swym zawodem i są – można by śmiało rzec, ekspertami w tej dziedzinie. Dieta ułożona samodzielnie może i jest dobra, ale ja potrzebuje diety bardzo dobrej. Czy ktoś tutaj ma JAKIEKOLWIEK pojęcie, co człowiek powinien jeść z bardzo chorymi nerkami? Czy ktoś potrafi ułożyć tego typu dietę? A nie sałatkę na odchudzanie.

    Anonymous dnia #12308

    Nie jestem dietetykiem ale się dopiero uczę. Moim zdaniem dieta redukująca powinna być zastosowana. Wtedy poprawi się też kondycja nerek w połączeniu z produktami, które ich nie obciążają (o ile dobrze pamiętam mniej białka i takich rzeczy) da to wymierne efekty w postaci utraty wagi i poprawy stanu nerek (bądź opóźnienie dializy). To jest moje zdanie i powtarzam dopiero się uczę więc jeśli powiedziałem coś źle to proszę o sprostowanie!

    Anonymous dnia #12309

    Wszystko zależy od stopnia zaawansowania choroby, a właściwie od tego jaki jest poziom sprawności nerek. Wyróżniamy kilka stadiów i w każdym z nich zalecenia dietetyczne trochę się różnią. Musiałabyś nam trochę więcej o tacie powiedzieć, chociażby jaki ma GFR. No i mimo wszystko zalecałabym jeszcze jedną wizytę twarzą w twarz z dietetykiem z prawdziwego zdarzenia. Najlepiej po Uniwersytecie Medycznym, bo tam moim zdaniem, wiedza kliniczna jaki i żywienie osób chorych są traktowane znacznie szerzej.
    No i tak dietetyk dietetykowi nierówny, i nie ukrywajmy ze ktoś po weekendowym kursie, nawet z olbrzymią pasją, ma wiedzę równą magistrowi dietetyki.

    P.S. Też jestem w trakcie nauki, nieustannie od ponad 2 lat ;)
    A co do diety redukcyjnej, zastanowiłabym się w zależności od masy ciała pacjenta. Na pewno nie jakoś gwałtownie.

    Anonymous dnia #12310

    Panie “getner”, ma Pan prawo sprawdzić kwalifikacje osoby do której udaje się Pan, czy to Pański tata. Nie ma Pan raczej prawa uogólniać, wyzywać od niedouków, głupich jak but itd.

    Potwierdzam to co napisała Kasia – zalecenia różnią się od stopnia zaawansowania choroby. Podaż składników odżywczych, witamin, minerałów i płynów, zależy w głównej mierze od GFR. Co więcej powiedzieć? Proszę podać wyniki badań.

    Nie wiem jak jest na innych uczelniach, ale chyba nie tak źle. Sama ukończyłam Uniwersytet Medyczny i temat nerek był dosłownie “wałkowany”, a więc odpowiadam na Pańskie pytanie – tak, są specjaliści którzy mają pojęcie, co człowiek z chorymi nerkami powinien jeść, a czego nie jeść oraz potrafią ułożyć tego typu dietę.

    BTW mam nadzieję, że czytają ten wątek osoby, które zadają co jakiś czas pytanie, “czy po kursie/szkoleniu można pracować jako dietetyk?”


    > Nie, nie można. Można pracować jako pseudodietetyk.

    Anonymous dnia #12311

    Pani Agnieszko,

    Jako osoba od lat walcząca z nadwagą (2 udane podejścia, każde po -30kg; nieudanych nie liczę) poznałem wielu dietetyków i dzielę ich na 3 grupy:

    a) Internistów “przeszkolonych do zawodu”, którzy poza standardowe rady (“jedz to i to”, “nie wolno ci tego i tego”) niewiele potrafią. Spotkałem nawet takich którzy nie wiedzieli co to IG i nie mieli pojęcia, że dieta Dukana znacząco zwiększa ryzyko powstania skazy moczanowej, a wiele diet może prowadzić do hipoglikemii.

    b) Wykwalifikowanych dietetyków, którzy wiedzą co robią, ale trzymają ową wiedzę tajemną dla siebie i biedny pacjent znów otrzymuje serię połajanek typu “wyeliminuj miód, żółte sery …..” . W efekcie powstaje wrażenie “nabijania w butelkę”, podobnie jak dla poprzedniej grupy.

    c) Wykwalifikowanych doradców, traktujących w sposób partnerski pacjenta i tłumaczących mu mechanizmy metabolizmu oraz działających wg planu (“projektowo”) i bilansujących metody. Jedno z moich udanych podejść zaczęło się np. od agresywnej tygodniowej monodiety tzw. “diety kaszowej, po to by po szybkim zrzuceniu kilku kilo w kolejnych tygodniach realizować w sposób kontrolowany Dunkana oraz inne diety. Oczywiście wszystko przy stałej kontroli parametrów organizmu. I jak to bywa w projektach – z zastosowaniem procedur wychodzenia z sytuacji awaryjnych (Wigilia, imieniny cioci na wsi, męska impreza o wymiarze 0.5l+ na twarz itp ;))

    Niestety dietetycy “typu c” stanowią mniejszość i pewnie stąd taka ostra ocena tego pana, który rozpoczął wątek.

    Pozdrawiam i namawiam do traktowania pacjentów jak partnerów (jeśli już Pani to robi, to do utrzymania tej postawy).

Viewing 5 posts - 1 through 5 (of 5 total)

You must be logged in to reply to this topic.

Loading...