Teraz czytasz
7 strasznych potworów, co od dietetyka woli znachorów

7 strasznych potworów, co od dietetyka woli znachorów

dietetyczne potwory

Czy w roku 2020 potrzebujemy Halloween, aby najeść się strachu? Naszym zdaniem nie, więc dzisiaj wyjątkowo traktujemy to święto z przymrużeniem oka ;-)

Przed Wami rozszerzony almanach dietetycznych antagonistów, których poznacie z bliska w poniższym artykule. Oczywiście z przymrużeniem oka. Takim lekkim. Drobnym. W sumie to całkiem na poważnie…

Dietetyczny bestiariusz

1. Groźny roślinożerca (zje cię na surowo!)

via GIPHY

Czy można się spodziewać czegoś groźnego od kogoś, kto je tylko warzywka i owoce, w dodatku jest tak łagodny, że nawet ich nie podgrzewa?

Pomyśl jednak dwa razy zanim przybijesz z nim piąteczkę, by uczcić, że oboje lubicie warzywa i Ty w sumie też od niedawna starasz się być wege. Wystarczy, że delikatnie wspomnisz o niedoborach, różnorodności w diecie… zje cię żywcem – na surowo, of course. Taki z niego zimny drań (sic!)

Jak go rozpoznać? Należy zapytać go: zdrowo się odżywiasz, prawda? Jeśli zaleje cię potokiem słów, w których będziesz słyszał wstawki o brzmieniu anglojęzycznym w stylu raw, big pharma, guru, luknij na to wideo na jutubie – gratulacje, trafiłeś na przedstawiciela groźnych (i surowych!) roślinożerców.

Uwaga – w obecności tego potwora nie przyznawaj się, że jesteś dietetykiem. Inaczej jako członek grupy zawodowej popierającej big pharma możesz zostać zdekapitowany. O tak:

via GIPHY

2. Baba-Dziwnie-Jada

via GIPHY

Za górami, za lasami… Ale nie tylko tam, bo też w sercu miejskiej dżungli za trzema ekologicznymi straganami, dwoma sklepami z suplementami… mieszkała tajemnicza Pani Jadwiga (dla znajomych – Jaga), która w zaciszu swego domu w wirującym kotle, co dzień przyrządzała odrażające mikstury, które nazywała „koktajlami”.

Nic w tym by nie było dziwnego ani budzącego niepokój dietetyka, gdyby niewinne dzieła kulinarnych eksperymentów nie były oparte o almanachy wiedzy wyrwane z najciemniejszych czeluści Internetu, prosto od doktora Zimorodka. To stamtąd pochodzi tajemniczy proszek, wyceniany przez alchemików w wadze złota, a którego szczypta sprawia, że wywar z ostropestu, młodej trawy z serca puszczy i pokrzywy pozwala na odzyskanie wiecznej młodości.

Co charakterystyczne – Baba-Dziwnie-Jada – na ogół nie pojawia się osobiście w gabinecie ale dietetyk od co drugiego napotkanego pacjenta o niej słyszy. I to właśnie jest ta koleżanka, która „mówiła, że lekarze i dietetycy kłamią, bo koncerny im za to płacą”. I jeśli dobrze się wsłuchasz – to w tle tych słów pacjenta – gdzieś z oddali usłyszysz jej przerażający śmiech…

3. Hrabia Detoxula

via GIPHY

Hrabię Detoxulę łączy z jego krewniakiem z Transylwanii wiele a jednocześnie wiele ich dzieli. Zamiast krwi w żyłach Detoxuli płynie napój ze spiruliną. Nie poluje – wystarczy, że wybierze się w zacisze gabinetu po wlewy witaminowe.

Jedno pozostaje to samo – hrabia Detoxula to prawdziwy arystokrata i nie pozwala, żeby ktokolwiek jego styl bycia pomylił z tym Pani Jadwigi – wszak rozrywki i jedzenie dla mas jest nie dla niego.

Jeśli nawiedzi Cię w gabinecie dietetycznym, nie panikuj – zacznij mówić o rozsądnym odżywianiu i zbilansowanej diecie. Te słowa zadziałają na niego szybciej i skuteczniej niż czosnek, osikowy kołek bądź światło słoneczne.

4. Głodzilla

via GIPHY

Głodzilla na terenie gabinetu dietetycznego pojawia się raczej rzadko. Naturalnym miejscem żerowania głodzilli są raczej bary szybkiej obsługi – chociaż ich nowo odkryta, miejska odmiana woli spożywać jedzenie w domu, korzystając z Ubera.

Początkujący dietetycy mogą pomylić głodzillę z blisko spokrewnionymi smokami wedelskimi. Dlatego w przypadku niepewności polecamy tak zwany test zieleninki.

Test zieleninki polega na tym, że w trakcie wizyty głodzilli w gabinecie pytamy jakie zielone warzywa zjadła w ostatnim tygodniu. Jeśli na pytanie zacznie błądzić oczami po suficie i na końcu powie półgębkiem „zielone frugo się liczy?” wiesz już, że masz przed sobą głodzillę.

Wbrew pozorom głodzilla jest potworem, którego można oswoić metodą małych kroczków. Wystarczy wypełnić jej otoczenie wspomnianą zieleninką i orzeszkami a schować w niedostępne miejsce chrupki i słodycze.

5. Smok wedelski

via GIPHY

Na pierwszy rzut oka często nieodróżnialny od Głodzilli. Aby przekonać się, że mamy do czynienia z tym gatunkiem potwora należy śledzić jego zachowanie oraz otoczenie. Przede wszystkim zdradzają go poupychane po kieszeniach puste, szeleszczące papierki po cukierkach i czekoladkach.

Smok wedelski potrafi wytrzymać bardzo długi czas, spożywając zwyczajne, ludzkie jedzenie – jednak nadchodzi taki czas, że niczym jego krakowski krewniak, który upodobał sobie krakowską, wiślaną wodę (no nie polecamy, nie polecamy) – tak smok wedelski na jednym posiedzeniu potrafi ogołocić półki ze słodyczami z pobliskiej Żabki i Biedronki. Obu na raz.

Zobacz również
orkisz ziarna

6. Doktor Glutenstein

via GIPHY

Historia doktor Gluteinstein zaczęła się, gdy była ona jeszcze młodą uczoną, pewnej burzowej nocy, gdy przeszukiwała ona bezkresny i nieprzyjazny ludziom nauki portal nazywany popularnie Pudelkiem. I tak niespodziewanie, gdzieś pomiędzy fotorelacją z modowej wpadki nieznanej jej aktorki a dyskusją o imieniu dla dziecka pewnej księżnej z dalekiego kraju – doznała olśnienia.

Oto autorytet całego świata (a znany jej z tej komedii, którą oglądała rok temu w TV, bo akurat Netflix nie łączył) wskazał jej drogę, którą ma kroczyć, aby uchronić się od choroby i zmartwienia. Uchronić od depresji. Po prostu być kobietą sukcesu. Wyeliminować gluten.

To nagłe odkrycie zmieniło wszystko. Zaczęła wertować Instagrama i Facebooka, sięgnęła po kobiece pisma. Za glutenem poszła laktoza, potem cukier. Mówi, że to jeszcze nie koniec. Czy coś ją powstrzyma?

Gdy doktor Glutenstein nawiedzi Twój gabinet i poczujesz, że tracisz grunt pod nogami, przejdź do kontrataku i podsuń artykuł z najnowszego Faktu o celebrytce, która schudła, bo zaczęła normalnie jeść i ćwiczyć.

7. Wszystkołak nocny

via GIPHY

Wszystkołak to pacjent marzenie. Z pozoru. Przytaknie, pokiwa głową ze zrozumieniem – obieca trzymać się jadłospisu. Poczekaj jednak chwilę – gdy tylko wybije północ a księżyc wyjdzie zza chmur – pobiegnie truchtem do lodówki, sięgając po majonez, którym zaleje resztkę chipsów z ostatniej imprezy i zapije obowiązkową colą, która dziwnym trafem akurat jeszcze została w szafce.

I gdy kolejny raz pojawi się w gabinecie a wskazówka wagi dalej będzie na tym samym miejscu – możesz liczyć na spojrzenie wielkich, niewinnych oczu godnych kota ze Shreka. I słowa „ta dieta chyba na mnie nie działa, taki mam już metabolizm„.

Udanego Halloween i spalania kalorii przy horrorach!

halloween
subbotina / 123RF

Mamy nadzieję, że ten krótki tekst przypadł Wam do gustu i chętnie podzielicie się nim ze znajomymi dietetykami, którzy przeżywają te same codzienne horrory co i Wy ;)

Jeśli dzisiejszy wieczór planujecie spędzić przed szklanym ekranem – polecamy filmy, które według badań naukowych (źródło) najlepiej pomogą spalić zbędne kalorie:

  1. Lśnienie 184 kcal
  2. Szczęki 161 kcal
  3. Egzorcysta 158 kcal
  4. Obcy 152 kcal
  5. Piła 133 kcal

Znacie inne potwory z czeluści Waszych gabinetów? Podzielcie się Waszymi mrożącymi krew w żyłach wspomnieniami z komentarzu!

5 1 głosuj
Oceń artykuł :-)
1 Komentarz
Najnowszy
Najstarszy Najwięcej głosów
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie swoje komentarze