Teraz czytasz
Dietetyk z „Czerwonej Wyspy” Madagaskar – wywiad z Danielem Kasprowiczem

Dietetyk z „Czerwonej Wyspy” Madagaskar – wywiad z Danielem Kasprowiczem

Julia Kłosowicz
dietetyk Madagaskar

Daniel Kasprowicz – magister dietetyki, absolwent Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, świecki misjonarz od 6 lat posługujący na Madagaskarze. Ambasador walki z głodem na świecie, zajmujący się przede wszystkim niedożywionymi dziećmi i kobietami. Do 2019 roku związany z kliniką medyczną „Flamboyant” w Mampikony, obecnie realizujący nowy projekt medyczny w Anivorano. Wyniki swojej działalności naukowej prezentuje na międzynarodowych spotkaniach m.in. w Australii czy Kolumbii. Jest autorem dwóch książek i kilku artykułów naukowych z zakresu niedożywienia.

A: Madagaskar – niezwykła wyspa słynąca z endemicznych gatunków roślin i zwierząt. Wielu z nas kojarzy ją przede wszystkim z lemurami i baobabami. Nie każdy jednak wie, że życie na Czerwonej Wyspie dla większości jej mieszkańców wcale nie jest rajem na ziemi. Jak to się stało, że to właśnie Madagaskar wybrałeś na swój drugi dom?

DANIEL KASPROWICZ: W 2011 roku wyjechałem na miesięczny wolontariat do Bemaneviky, czyli małej wioski w buszu na Madagaskarze. Po raz pierwszy w swoim życiu zdałem sobie na sprawę, że jest to kraj naprawdę bardzo biedny. Obraz Madagaskaru wykreowany jest przez media i wytwórnię DreamWorks, gdzie wyspę definiują na dobrą sprawę żarty z animowanego filmu i foldery biur turystycznych, jest raczej barwny i zabawny. Faktycznie, Madagaskar to niezwykłe miejsce i doskonała przestrzeń dla podróżników. Niemniej jednak to również miejsce ogromnych kontrastów i biedy, które niekoniecznie są kierunkiem wizyt globtroterów.
Misje katolickie organizują się właśnie w tych miejscach, gdzie głód jest wszechobecny, a brak dostępu do ochrony zdrowia znikomy.
W 2012 roku, podczas dwumiesięcznego wolontariatu, przeprowadziłem badania naukowe z zakresu oceny stanu odżywienia dzieci i młodzieży. Wyniki były przygnębiające, bo blisko 50% badanej przeze mnie populacji była niedożywiona. Wówczas statystyki Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) zakładały inny scenariusz i sugerowały, że odsetek niedożywionych jest mniejszy. Od 2018 roku UNICEF i WHO deklarują: co drugie dziecko poniżej piątego roku życia cierpi na jakiś rodzaj niedożywienia. Kiedy obroniłem tytuł magistra dietetyki, postanowiłem wyjechać na dłużej, by zająć się tym problemem profesjonalnie.
Od 2014 roku posługuję na stałe.

dietetyk Madagaskar
© Daniel Kasprowicz

A: Jak wygląda Twoja codzienność w pracy z pacjentami? Z jakimi problemami żywieniowymi i zdrowotnymi najczęściej się spotykasz?

DANIEL KASPROWICZ: Zadania dietetyka na Madagaskarze są nieco inne od praktyki zawodowej w Polsce. Przede wszystkim praca ukierunkowana jest na choroby tropikalne, pasożytnicze i zakaźne, więc wyjazd wiąże się z nadrobieniem zaległości z mikrobiologii czy parazytologii. Moja praca rozwijała się powoli, głównie przez naukę języka malgaskiego. Podczas pierwszego roku odbywałem staż w lokalnej klinice, gdzie przyuczałem się zasad panujących w ich systemie ochrony zdrowia, a także nabywałem praktyki z zakresu czynności pielęgniarskich. Dopiero później, kiedy nabyłem doświadczenia i poznałem wystarczająco język, mogłem pomóc niedożywionym. Praca z niedożywionym dzieckiem polega na kilku etapach, które udało mi się opracować w artykule naukowym (https://ejtcm.gumed.edu.pl/articles/54). Najważniejszy etap to prawidłowa ocena stanu odżywienia, która różni się znacznie od oceny stanu odżywienia w europejskich warunkach. Ważna jest świadomość nie tylko widocznych objawów samego niedożywienia, ale też kliniczna ocena niedoborów witamin czy związków mineralnych, chorób tropikalnych i pasożytniczych, które mogą być podłożem do późniejszego wystąpienia ostrego ciężkiego niedożywienia. Następnie w zależności od stopnia niedożywienia i badań laboratoryjnych wprowadzane jest stopniowe żywienie dostępnymi preparatami i obserwacja pacjenta. Jeżeli występują choroby współistniejące, jak grzybica układu pokarmowego, zapalenie płuc czy schistosomatoza, podejmuje się również leczenie. Nie brakuje również pacjentów
z cukrzycą, nadciśnieniem czy dną moczanową, których leczenie w głównej mierze opiera się na dietoterapii. Biednej ludności nie stać na ciągłą farmakoterapię, więc niejako są zmuszeni do przestrzegania diety. Oczywiście nie rozpisuję jadłospisów – nie miałoby to kompletnie żadnego znaczenia na Madagaskarze. Praca polega na edukacji i kontrolowaniu wyników, pozyskiwaniu wsparcia finansowego do zakupu, m.in. insuliny na cukrzyków insulinozależnych, czy wreszcie szkoleń dla lokalnego personelu medycznego.

A: Jak myślisz z czego one wynikają i jak można im zapobiec?

DANIEL KASPROWICZ: Problemy zdrowotne, których wynikiem jest zły sposób odżywiania, są bardzo złożone. Z jednej strony ogromne ubóstwo i brak możliwości zróżnicowania diety, z drugiej brak świadomości zarówno personelu medycznego, jak i samych chorych. Co więcej, osoby chore na cukrzyce nie mają, ogólnie rzecz ujmując, możliwości spożywania produktów o niskim indeksie glikemicznym. Dotyczy to również innych osób z chorobami typowo dieto-zależnymi. Niedożywienie we wczesnym dzieciństwie jest konsekwencją niedokrwistości u matki, a ta z kolei może być wynikiem jej niedożywienia, zakażenia Diphyllobothrium latum czy powracającej malarii. Dzieci osierocone nie spożywają mieszanek mlecznych, a w zamian otrzymują wodę z cukrem czy rozwodnione mleko kondensowane. Każdy pacjent ma swoją specyficzną i unikatową historię. Jak mówi powiedzenie: lepiej zapobiegać, niż leczyć. Edukacja i szeroko zakrojona prewencja, akcje odrobaczania, wydarzenia budzące zainteresowanie i skłaniające do częstych odwiedzin w ośrodkach zdrowia to tylko niektóre metody, które powinny być wprowadzane w życie. 

zdjęcie Madagaskar
© Daniel Kasprowicz

A: Jak wygląda typowa malgaska dieta? 

DANIEL KASPROWICZ: Dieta malgaska to misz masz kuchni afrykańskiej opartej na ryżu, polinezyjskiej z różnorodnością przypraw i francuskiej, będącej naleciałością kolonialną. Ryż stanowi podstawę diety – czy w formie gotowanej, czy w formie ryżowych bułeczek na ryżowym zakwasie. Jako dodatek wykorzystuje się ryby i owoce morza, mięso garbatego bydła zebu, wieprzowinę, drób, choć gości również mięso nietoperzy, węży czy krokodyla. Jadalne owady to również specjał malgaskiej kuchni – występuje tam aż 26 jadalnych gatunków owadów. Dodatkowo, Madagaskar to również prawdziwe źródło wanilii, wyjątkowych superowoców, ogromnej ilości jadalnych roślin i liści, między innymi batatów, manioku czy drzewa chrzanowego. Jest jednak druga strona medalu: nie wszystkich na to stać, bądź stać niewielu. Dochodzi też kwestia ekspansji chińskich i indonezyjskich wysokoprzetworzonych produktów, które zalewają malgaski rynek i są stosunkowo tanie. To właśnie to zmniejszenie żywnościokilometrów doprowadziło do zwiększenia się odsetka ludzi z otyłością,
a tym samym chorobami cywilizacyjnymi. Nie wszystkich stać na puszkę ryżu, ale małe chińskie ciasteczko to wydatek rzędu 13 groszy.

A: Madagaskar to kraj, w którym znaczna część społeczeństwa chociaż po części praktykuje wierzenia animistyczne, ważnym elementem religii i kultury są liczne fady (czyli coś na kształt tabu, przesądów lub przeznaczenia). Czy powszechne są fady związane z żywnością?

DANIEL KASPROWICZ: Fady w rzeczy samej to moja udręka, choć to zdecydowanie coś więcej niż przesąd. Dosłowne znaczenie tego słowa to „zakaz”, choć słowniki mylnie tłumaczą to jako „tabu”. To nieoderwana cześć ich wierzeń w duchy przodków, czarownice i Boga Stworzyciela. Fady żywieniowe jest stosunkowo częste, choć już powoli wypierane przez młode pokolenie bardziej wyedukowane i dojrzewające w erze Facebooka. Są rodziny, które mają zakaz spożywania krabów bądź wieprzowiny. Są całe plemiona, które nie mogą spożywać danego gatunku fasoli. Są pojedyncze osoby z prywatnymi fady na dane produkty spożywcze. Fenomen tego zjawiska jest opisany w kilkunastu doktoratach i nie jest to zjawisko absolutnie zero-jedynkowe. Prosto rzecz ujmując chodzi o szacunek duchom przodków, które mogą błogosławić bądź mścić się na danej osobie za ich występek czy nie poszanowanie malgaskiej tradycji.

A: Starasz się z nimi walczyć, czy je akceptujesz?

DANIEL KASPROWICZ: Kiedyś walczyłem, ale bezcelowo. Pozostało mi więc to zaakceptować i… wykorzystać w mądry sposób, zwłaszcza w komunikacji z pacjentem. Jeżeli ktoś ma alergię na orzeszki ziemne czy krewetki, bardzo łatwo jest po prostu powiedzieć, że to fady. Kiedy tworzyłem broszurę dla cukrzyków podzieliłem produkty na cztery kategorie, a jedną z nich było właśnie fady. Kobiety ciężarne mają więc fady na alkohol czy papierosy, a nadciśnieniowcy fady na sól. Kiedy staram się ograniczać spożywanie mięsa, komunikuję, że mam po prostu na mięso fady. 

A: Twoje największe wyzwanie i największy sukces?

Zobacz również

DANIEL KASPROWICZ: Swojej pracy czy zadań, które wykonuje nie definiuję w kategoriach wyzwań czy sukcesów. Wszystko jest pracą zespołową. Oczywiście cieszyliśmy się z każdego uratowanego z niedożywienia pacjenta, albo z nowych procedur leczniczych, które wprowadzaliśmy. Jak sam też zaznaczam – posługuję jako misjonarz świecki. Najnowszym celem jest budowa nowego ośrodka zdrowia w zupełnie innym miejscu, ale o tym często wspominam na swoich mediach społecznościowych.

A: Wybudowałeś stołówkę dla 400 dzieci z ubogich rodzin, zarządzałeś budową ośrodka zdrowia i laboratorium medycznego, kilkukrotnie zorganizowałeś akcję „Kaszka dla Malgaszka”, podczas której zbierałeś środki specjalnego przeznaczenia medycznego, lekarstwa i suplementy diety dla niedożywionych dzieci z Madagaskaru. Aktualnie rozpocząłeś chyba jeden z największych swoich projektów? Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

DANIEL KASPROWICZ: Pozwolę sobie poprawić pytanie, bo inicjowałem budowę stołówki z przyjaciółmi, Dominikiem Włochem i Karoliną Orzoł, oraz fundacją „Ankizy Gasy – Dzieci Madagaskaru”. Samą budową zajmowali się profesjonalni budowniczy (śmiech). Najbliższym planem jest rozpoczęcie budowy przychodni w Anivorano
z nastawieniem na leczenie niedożywienia i opiekę nad kobietami ciężarnymi bądź będącymi w trudnej sytuacji materialnej. Co więcej, placówka będzie również miejscem wymiany polskich wolontariuszy i studentów, a także miejscem badań naukowych. Zachęcam zatem do śledzenia mojej strony na Facebooku: fb.com/kasprowiczdaniel.

kaszka dla malgaszka
© Daniel Kasprowicz

A: Powiedz, w jaki sposób możemy wesprzeć Twoją działalność i wspomóc ludzi na Madagaskarze?

DANIEL KASPROWICZ: Działalność można wesprzeć na najróżniejsze sposoby. Zachęcam do wsparcia finansowego na www.zrzutka.pl/szpitalantsiranana gdzie wraz Fundacją Boże Atelier zbieramy fundusze na rozpoczęcie projektu. Można wysyłać również paczki, organizować spotkania misyjne i lokalną „Kaszkę dla Malgaszka”, a także być częścią wolontariatu, który ruszy – mamy nadzieję – w przyszłym roku. 

A: Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę realizacji wszelkich wspaniałych celów i trzymam kciuki za Twoją dalszą walkę z głodem na świecie.

5 2 głosy
Oceń artykuł :-)
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie swoje komentarze